Aktualności
Zapraszamy wszystkich do Księgi Gości!
Bliskie spotkania 3 stopnia... 2008-06-04 07:26:30
Postanowiliśmy dziś popołudniowy spacer z psami odbyć w lesie. Niespodzianką dla nich miał być fakt, że będą biedactwa szły cały czas na smyczy. Wredna Pańcia postanowiła, że dzisiaj szaleństw bezsmyczowych NIET , co jak się później okazało, było nadzwyczaj rozsądną decyzją.
Las mamy nieopodal osiedla. Właściwie większość terenu to taki niepisany "park osiedlowy". Dużo psów, dzieci, spacerowiczów, rowerzystów. Są uczęszczane nagminnie skróty do okolicznych wiosek.
Szliśmy sobie równolegle do osiedla, dróżką jakeś niecałe 100 metrów od zabudowań, a więc obszarze, gdzie właściwie mogłabym psy puścić. Idę w pierwszej parze z Kitunią, za nami TZ z Nekosławem. Chłopaki zatrzymali się, bo Nekosław jako ogrodnik z zamiłowania, chciał właśnie uratować przed uschnięciem jakiś krzaczek obficie go zraszając. Myśmy patrzyły na ogrodnicze zabiegi Nekulca, poczym odwróciłam się przodem do "kierunku jazdy" i....
Około 10 metrów ode mnie, niedaleko dróżki stała locha dzika i bezczelnie wlepiała w nas swój wzrok. Adrenalina gwałtownie mi skoczyła, kiedy zauważyłam obok niej malutkie dzicze dzieci...
Przez moment staliśmy wszyscy nieruchomo, po czym delikatnie zaczęliśmy się wycofywać. Psy pojęły powagę sytuacji i choć były spięte, to zachowaly stoicki spokój. Nie szarpały się na smyczy, nie wydały żadnego odgłosu paszczowego... totalny spokój. Pięknie zawróciły i szły z nami, tylko od czasu do czasu odwracały głowę....
Cieszę się z ich reakcji, bo kiedyś (z rok temu) wpadły na genialny pomysł pościgu za dzikiem .
powrót |